Na łamach DGP ukazał się komentarz dr Katarzyny Kalaty dotyczący zapowiedzi prezesa ZUS o zmianie podejścia do kontroli w sprawach świadczeń związanych z macierzyństwem.
W praktyce temat ten jest niezwykle ważny, bo łączy dwa pozornie sprzeczne cele: z jednej strony potrzebę ochrony Funduszu Ubezpieczeń Społecznych przed nadużyciami, z drugiej konieczność szybkiej i rzeczywistej ochrony społecznej kobiet, które po urodzeniu dziecka nie mogą czekać latami na pieniądze przewidziane im ustawowo.
Dr Kalata podkreśla, że nie należy czytać wypowiedzi o „zmianie podejścia” jako zaprzeczenia sensu kontroli. W świetle systemu ubezpieczeń społecznych kontrola zasadności wypłaty świadczeń nadal ma sens i pozostaje przewidziana prawnie. Kluczowa jest jednak jej forma: zamiast wielu uciążliwych, rozciągniętych w czasie postępowań dla szerokiego kręgu spraw, nacisk powinien iść na mechanizmy celowane tj. szybkie, przewidywalne i proporcjonalne. Nie chodzi o to, by przestać weryfikować, ale by przestać „dusić” osoby prawidłowo uprawnione.
Największe napięcie w tej dyskusji wynika z praktyki postępowania wyjaśniającego. Kobieta składający wniosek o zasiłek macierzyński albo chorobowy, a jej historia obejmuje też działalność gospodarczą i deklarowaną podstawę składek, bywa kierowana do dalszej weryfikacji. Jeśli ZUS ma wątpliwości co do podstawy wymiaru składek albo dowodów, może zawiesić wypłatę do czasu wyjaśnienia sprawy. W teorii to narzędzie legalne i uzasadnione, ale w praktyce bardzo często zamienia się w wielotygodniowe, a nawet wielomiesięczne przetrzymanie środków, gdy decyzja organizacyjna trwa zbyt długo. Właśnie ten aspekt uznaje się dziś za najbardziej dotkliwy społecznie.
Tu pojawia się problem, o którym dr Kalata wielokrotnie sygnalizuje: nie tyle sama kontrola, ile czas jej trwania i jej „koszt społeczny”. Kobieta po porodzie nie ma pełnej zdolności do absorbowania kolejnych terminów, wyjaśnień i braków formalnych. Kiedy postępowanie przeciąga się np. 6 miesięcy i więcej, zasiłek staje się dla niej de facto zawieszonym prawem formalnie sprawa jeszcze nie jest przesądzona, ale realnie pozostaje bez środków do życia. To może generować spiralę zadłużenia, stresu rodzinnego i utraty bezpieczeństwa socjalnego w kluczowym momencie opieki nad noworodkiem.
Praktyczny przykład, który pada w komentarzu, to historia klientki, która urodziła dziecko w styczniu i do dziś nie ma wypłacanego zasiłku, bo sprawa trafiła do dalszej weryfikacji konta. W takim stanie rzeczy nawet najbardziej poprawnie prowadzona kontrola staje się doświadczeniem „kary za wszystko”, choć sama klientka dochowała formalnych obowiązków i korzysta z systemu zgodnie z prawem. To dlatego dr Kalata akcentuje, że celem zmian musi być ochrona przed nieprawidłowościami bez pozbawiania sensu i funkcji świadczenia jako instrumentu wsparcia, a nie represji.
Warto też rozróżnić dwie rzeczy, które w debacie są zwykle mieszane: kontrola prawidłowości a prewencyjne podejrzenia o nadużycie. Sama wysoka podstawa składek, sama faktura, czy fakt prowadzenia działalności i jednoczesnego macierzyństwa nie oznacza automatycznie oszustwa. Kontrola powinna dotyczyć wiarygodności dokumentacji, a nie moralnej oceny modelu życiowego kobiet. Dr Kalata zwraca uwagę, że zapowiedź zmian powinna iść w kierunku uproszczenia komunikacji, szybszej analizy dokumentów i ograniczenia zbędnych, długich procedur tam, gdzie stan faktyczny jest jasny.
Z perspektywy systemowej, aby zmiana była realna, potrzebne są trzy elementy:
- transparentna komunikacja z ubezpieczoną w czasie postępowania (żeby osoba wiedziała, czego brakuje i w jakim tempie może spodziewać się decyzji).
2. selektywność ryzyka (kontrole tam, gdzie rzeczywiście występuje realne podejrzenie),
3. standaryzacja i terminy czynności dowodowych (żeby sprawy nie leżały bezczynnie),


