Ponad 871 decyzji ZUS, 150 tys. stron dokumentacji i tysiące godzin pracy. Tyle pochłonęło postępowanie, w którym spółka z branży usługowej ostatecznie wygrała wszystkie sprawy przed sądami I i II instancji. Choć wyrok zapadł na jej korzyść, rzeczywistość finansowa okazała się brutalna. Sądy zasądziły zwrot kosztów zastępstwa procesowego w wysokości… 180 zł. „Same odwołania wymagały przygotowania i wydruku 150 tys. stron. Tylko w jednej z opisywanych spraw sporządzono ponad 5 tys. stron dokumentów. Realny koszt samych wydruków i wysyłek to ponad 2,6 tys. zł, nie licząc wynagrodzenia za ponad 100 godzin pracy pełnomocnika” – wylicza dr Katarzyna Kalata, radca prawny reprezentujący spółkę. „Mimo to sądy zasądziły zwrot jedynie 180 zł” – wskazuje.
Ta sytuacja to efekt obowiązującego przez lata par. 9 ust. 2 rozporządzenia ministra sprawiedliwości w sprawie opłat za czynności radców prawnych, który ustalał minimalną stawkę zwrotu kosztów w sprawach z zakresu ubezpieczeń społecznych właśnie na 180 zł. W ocenie prawników sytuacja, w której wygrywający nie otrzymuje nawet częściowej rekompensaty, jest sprzeczna z Konstytucją. „Koszty błędnych decyzji, wydanych przez organ wyposażony w aparat urzędniczy i opłacany z pieniędzy publicznych, zostają przerzucone na przedsiębiorcę. To model systemowo nieuczciwy, który godzi w konstytucyjną zasadę równości stron oraz w prawo do ochrony majątkowej” – komentuje dr Kalata.
Jak podkreśla, problem nie jest jednostkowy. „W każdej z ponad tysiąca spraw, jakie prowadziliśmy, sądy zasądzały zwrot kosztów na podstawie przestarzałej, niewaloryzowanej od lat stawki. Mimo znacznego wzrostu inflacji, kwota 180 zł utrzymywała się do końca 2024 r.” – wskazuje.
Kancelaria zdecydowała się zaskarżyć przepis do Trybunału Konstytucyjnego, zarzucając mu naruszenie m.in. prawa do ochrony majątkowej, prawa do sądu oraz zasady równości stron. Choć od 1 stycznia 2025 r. stawki minimalne zostały podwyższone (np. do 360 zł), realne koszty nadal znacznie przekraczają przyznawane kwoty.
„To sprawa, która dotyczy tysięcy firm w Polsce. Ich wygrana musi być realna, a nie iluzoryczna” – podkreśla dr Kalata.
Zachęcamy do przeczytania całego artykułu.

